niedziela, 28 sierpnia 2011

Prawdziwe marzenia, czyli wyśnione wnętrza w wyśnionych miejscach.

Najnowszy hymn Nowego Jorku autorstwa Jaya Z i Alicii Keys o wiele mówiącym tytule, Emipre State of Mind, całkiem dobrze oddaje charakter tego miasta funkcjonujący w masowej wyobraźni: "Concrete jungle where dreams are made of, There is nothing you can't do, (...) these streets will make you feel brand you, The lights will inspire you, Let's here it from New York (...), Welcom to the bright light". Jakiś czas temu w portfolio jednego ze swoich ulubionych architektów znalazłam właśnie to wnętrze "ze szczytu świata". A zatem marzymy!

Penthouse, którego wnętrze zaprojektowało studio Joseph Dirand Architecture, położony jest przy 5th Avenue na wysokości Central Parku. Z okien minimalistycznego, utrzymanego w bieli i czerni salonu otwiera się wspaniały widok na plątaninę koron drzew i betonową dżunglę wieżowców. Nic tylko siedzieć na wygodnej sofie i obserwować, zmieniające się w zależności od pory dnia, miasto.

W salonie znalazło się miejsce na sporej wielkości kominek, kolorystycznie dopasowany do reszty wnętrza.
Kilka pokoi, w tym omawiany salon ma połączenie z tarasem na który wstawiono wygodne sofy i stoliki, w sam raz do podejmowania gości niczym na "dachu świata".

Drugi salon, a raczej salonik albo czytelnia; niewielkie pomieszczenie, z białymi sofami, ścianami i sufitem; biel przełamuje się we wnękach okien i ościeżnicach drzwi oraz dodatkach. Szeroki regał został wmontowany w ścianę. Lampy podłogowe idealnie nadają się do czytania w wygodnych sofach. 

Kuchnia utrzymana jest w tej samej co reszta mieszkania mieszance bieli i czerni oraz ich struktur. I znowu zestawione zostały czerń drewnianych ościeżnic i szaf ukrywających kuchenne sprzęty, biel marmurowej wyspy; do tego matowe krzesła i błyszcząca noga okrągłego stolika. Żebyśmy nie pomyśleli, że zdjęcia są po prostu wykonane w tonacji czarno białej, na podłodze postawiono papierową torbę z Bloomingsdale's (big brown bag). 

Projekt mieszkania prowadzono konsekwentnie; czerń i biel z elementami szkła i metalu króluje wszędzie, począwszy od korytarzy mieszkania skończywszy na łazienkach (na zdjęciu poniżej łazienka z wanną). 

Druga łazienka, z prysznicem, wykończona jest w marmurach. Obok na zdjęciu sypialnia ze wspaniałym widokiem na ulice Upper East Side (dzielnica Nowego Jorku). 

I ostatnie zdjęcia z penthouse-u na dachu świata. Taras i odbijające się w wielkich oknach salonu Miasto. Tak, miasto przez duże M. 

No i jak? Podoba Wam się? Wyobrażacie sobie jesień spadającą na Central Park? Czerwone, żółte i brązowe liście na starych drzewach? A wszystko to obserwowane wprost sponad śniadania na tarasie.. 

Ale to dopiero pierwsze z dwóch wymarzonych miejsc. 

Drugim miejscem jakie chcę Wam zaprezentować jest The Sun House (Dom Słońca) w Singapurze projektu studia GUZ Architects.

 
Uwierzycie, że to niebiańskie miejsce znajduje się kwartale zajmowanym przez domki jednorodzinne? Sam front nie robi wielkiego wrażenia, ot nowoczesny dom z ekologicznie drewnianą bramą wjazdową otoczony bujną malezyjską roślinnością. 
Kolejna zaskakująca rzecz to przestrzeń na której postawiono dom; przestrzeń niewielka, za to perfekcyjnie i w całości wykorzystana. Studio GUZ Architects projektuje blisko natury, stara się tworzyć w swoich projektach azyle dostosowane do miejsca w którym powstają, w takim samym stopniu, jak do ludzi którzy mają w nich zamieszkać. To optymalne wykorzystanie przestrzeni zarówno domowej jak i zewnętrznej sprawia, że cały projekt jest spójny, konsekwentny, a dom wydaje się scalony z otaczająca go przestrzenią. Jak bardzo różni się taka koncepcja, od dobrze znanych nam, domów stawianych w centrach działek, otoczonych nowopowstałym, młodym ogrodem, z którego niczym chwasty, wyrastają plastikowe baseny czy rażące bielą zestawy ogrodowe. 

Dom posiada niewielki basen i przylegający do niego staw z wysepkami, z których wyrastają drzewa; dom otwiera się na staw wielkimi oknami, na piętrze dzielonymi dodatkowo pionowymi "kratami". W wykończeniu dominują naturalne materiały, drewno, kamień. Widoczny na wcześniejszym zdjęciu basen nie jest bardzo wielki, został jednak przemyślanie wkomponowany w otaczający go ogród; szklane ścianki basenu "wyrastają" z wnętrza ziemi, budując na jej powierzchni szmaragdową taflę. Altana w postaci prostego podpartego drewnianymi pilastrami płaskiego stropu (pokrytego bujną trawą), chroni przed słońcem zapewniając wygodny odpoczynek.

Granica między wnętrzem i zewnętrzem zaciera się. W niektórych miejscach wstawiono szyby, w innych nie; dom łączy się z ogrodem, albo ogród wdziera się do domu. 

Samo wnętrze domu utrzymane jest w bieli łamanej naturalnymi, ciepłymi kolorami mebli i dodatków. 

Kuchnia w kontrastowych bielach i ciemnych brązach tonie w oceanie zieleni, wydaje się jakby na wpół zanurzona w stawie widocznym za wszechobecnymi oknami. 

A wieczorem zapalają się światła...

...i można zasypiać ze świadomością że żyje się w raju na ziemi. 

Co sądzicie? Które z tych dwóch miejsc jest bliższe Waszym gustom? Minimalistyczny penthouse na Manhattanie, gdzie wszystko jest możliwe, czy azyl w Singapurze, gdzie można zbliżyć się do doświadczenia raju?  ;-)

Joanna Łopusińska

1 komentarz:

  1. Zapiera dech.
    Nie mam pytań.
    Skłaniam się do Singapuru oczywiście.

    OdpowiedzUsuń